20.02.2018

Nowość Nivea: Pop-Ball pielęgnujący balsam do ust w kulce malina i czerwone jabłko

Cześć!

Uwielbiam dbać o swoje usta :) Jest to chyba jedyny "kawałek" mojego ciała, o który po prostu lubię dbać i o którym nie zapominam. Zużywam wiele różnego rodzaju nawilżaczy do ust i chyba najbardziej preferuję te w słoiczkach. Jednak jestem otwarta na wszelkie produkty. Dlatego bardzo ucieszyła mnie najnowsza przesyłka od Nivea, w której znalazł się pielęgnujący balsam do ust w kulce. Ja otrzymałam wersję malinowo-jabłkową, ale dostępne są jeszcze balsamy miętowe. Skończyły mi się akurat wszelkie sztyfty, a zimą na dworze niezbyt wygodne jest użytkowanie słoiczków, więc Nivea Pop-Ball pojawił się u mnie w idealnym momencie.
pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina

pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina

pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina
Opakowanie balsamu Nivea to nietypowa kulka o niewielkich rozmiarach. Spokojnie ukryjemy ją w dłoni. Kilka firm wprowadziło już do swojej oferty takie nietypowe balsamy. Wiem, że obecnie żadnej blogerki nie dziwi już balsam w kulce, ale wierzcie mi, że nie wszyscy słyszeli już o tego typu wynalazkach :) Niemniej, ja uważam, że to bardzo wygodne rozwiązanie. Sztyfty niejednokrotnie samoczynnie otwierały się w mojej torebce. W przypadku balsamu Nivea mamy niejako gwarancję, że kulka nie otworzy się sama, ponieważ zamknięcie potwierdza odgłos "klik". Lubię mieć pewność, że balsam nie pobrudzi wnętrza mojej torebki (ostatnio horror przeżyłam z jedną moją szminką - nie polecam!).
pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina

pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina
Zapach balsamu Pop-Ball przypomina mi zapach malinowego masełka do ust Nivea w metalowym pudełeczku. Być może używałyście go już kiedyś. Malinowy aromat jest wyczuwalny podczas aplikacji, potem już jakoś mniej. Podczas "noszenia" balsamu nie czuć żadnego smaku czy zapachu. Zwróćcie uwagę na szatę graficzną tego balsamu - jest prosta, ale pastelowe kolory zawsze przyciągają mój wzrok.
pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina

pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina
Działanie balsamu jest całkiem w porządku. Balsam szybko koi usta. Czym bardziej są suche, tym szybciej "znika", wnika w nie, nawilżając wargi. Za sprawą masła shea w składzie usta szybko stają się miękkie i zregenerowane. Balsam Pop-Ball Nivea nie nadaje ustom koloru, ale sprawia, że wyglądają na "mokre", a w efekcie na zdrowsze. Z łatwością się go aplikuje. Z łatwością i przyjemnością. Opakowanie zwraca też uwagę koleżanek, więc jeśli lubicie kosmetyczne gadżety, to z pewnością musicie go mieć :) 
pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina

pop-ball-nivea,balsam-do-ust-w-kulce-nivea,jajeczko-do-ust,pop-ball-jablko-malina
Na rynku dostępna jest również wersja miętowa, a  kupić ją możecie chociażby w Rossmannie. Koszt jednej kulki to niecałe 20 zł. 

Dajcie znać jak zapatrujecie się na takie nowości? Znacie ten balsam Nivea? 

Czytaj dalej »

17.02.2018

Jak uniknąć przesuszenia skóry w sezonie grzewczym?

Cześć!

Sucha skóra w sezonie grzewczym to problem, z którym boryka się zapewne niejedna z nas. Chociaż zimy ostatnio są bardzo łaskawe, to nie wyłączymy całkowicie ogrzewania. Musimy wiedzieć jednak jak nawilżyć skórę zimą. Brak wody w naskórku sprawia, że skóra staje się cienka i szybciej się starzeje, a chyba każda z nas chciałaby jak najdłużej zachować młodość. Dzisiaj przedstawię Wam kilka sposobów, które pozwolą uniknąć przesuszenia skóry w sezonie grzewczym. Z chęcią przeczytam jak Wy radzicie sobie z nawilżaniem skóry zimą. Zapraszam Was do dyskusji w komentarzach. 
woda-rozana-anna-pikura, AP-Mist-Rosarium
1. Dbaj o prawidłową wilgotność powietrza w pomieszczeniu bądź zaopatrz się w mgiełkę nawilżającą
Idealnym rozwiązaniem byłby tutaj oczywiście profesjonalny nawilżacz powietrza. Gdy nie możemy sobie na takie urządzenie pozwolić, jakość powietrza pomieszczeniu może poprawić po prostu mokry ręcznik rozwieszony na kaloryferze. Przydatnym "wynalazkiem" może być także mgiełka czy woda termalna, którą będziemy rozpylać na skórę twarzy czy całego ciała. Woda różana Anna Pikura może być stosowana pod, jak i na makijaż, więc nie musimy się bać, że podkład spłynie z naszej twarzy. 
butelka-filtrujaca-wode-dafi, butelka-dafi
2. Nawadniaj się od wewnątrz 
Nie odkryję Ameryki, mówiąc jak ważne jest picie odpowiedniej ilości płynów. Od kiedy zaopatrzyłam się w butelkę filtrującą idzie mi to zdecydowanie lepiej. Jest niewielkich rozmiarów, dlatego mogę zabrać ją ze sobą wszędzie. Jeśli nie lubicie smaku wody, możecie dodać do niej ulubione owoce. Jeśli natomiast najzwyczajniej w świecie nie pamiętacie, żeby pić wodę, zachęcam do skorzystania z aplikacji, która będzie o tym przypominać.
3. Postaw na kosmetyki nawilżające, emolienty
Kosmetyków do cer suchych jest na rynku naprawdę sporo. Możemy wybierać takie, które najbardziej odpowiadają naszym preferencjom. Jeśli lubicie cięższe formuły polecam krem brzozowy z betuliną Sylveco. Wśród lżejszych formuł sprawdzić się może lekki krem odżywczy do każdego rodzaju cery Nivea czy krem-aktywator nawilżenia Iwostin. Przydatne mogą być również emolienty mające właściwości natłuszczające o regenerujące - chociażby takie jak ten. Cenne będą zwłaszcza produkty, które zawierają w składzie mocznik, kwas mlekowy czy glicerynę. Ulgę przyniosą także wszelkiego rodzaju sera nawilżające, jak te na powyższym zdjęciu - dodatkowo wzmocnią działanie kremów.
4. Zwykły krem to za mało? Podrasuj go
Jeśli nawilżenie uzyskane za pomocą kremów czy olejków to za mało, użyj wzmacniacza :) Sprawdzi się tutaj kwas hialuronowy albo żel aloesowy, które możemy stosować pod krem. Ten ostatni to produkt wielofunkcyjny, może być stosowany nie tylko na skórę twarzy, ale też na włosy czy stopy. Obecnie używam Holika Holika, ale myślę, że żel aloesowy znajdziecie w każdej aptece. Mój przegląd żeli aloesowych znajdziecie tutaj

Przedstawiłam Wam dzisiaj w jaki sposób ja dbam o utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia skóry. Nawadniam się, piję naprawdę sporo filtrowanej wody oraz nawilżam przy pomocy różnych kosmetyków. Kiedy to za mało sięgam po żel aloesowy, ale przede wszystkim nie dopuszczam do nadmiernego przesuszenia mojej skóry.  

Dajcie znać jak Wy radzicie sobie z przesuszeniem skóry w sezonie grzewczym. 
Czytaj dalej »

14.02.2018

Rosegal - torebka na wiosnę, sweter i ozdoby do włosów

Cześć!

Mam wrażenie, że upłynęły wieki od kiedy dotarło do mnie zamówienie z Rosegal. Przez Święta czas oczekiwania nieco się wydłużył i dopiero niedawno odebrałam przesyłkę z poczty. Jak to mówią: lepiej późno niż wcale. Najważniejsze, że w ogóle ją otrzymałam :D Całe szczęście, że nie zamawiałam żadnych świątecznych dodatków, bo byłyby na przyszły rok.
rosegal-torebka, rosegal-zamowienie
Pierwsza rzecz, która skradła moje serce to niebieska torebka-worek. Widziałam ją na zdjęciach u innych dziewczyn i już wtedy zdobyła moje serce. Wykonana jest bardzo starannie i ładnie się prezentuje. Nie ma dużych rozmiarów, ale pomieści najważniejsze gadżety kobiety :) Posiada długi pasek, dzięki czemu można nosić ją na ramieniu. Jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno pojawi się w moich wiosennych stylizacjach. Zdjęcie wyżej oddaje jej faktyczny kolor. Wybaczcie zdjęcia poniżej, ale nie mogłam się doczekać aż dodam ten post : )
rosegal-torebka, rosegal-zamowienie

rosegal-torebka, rosegal-zamowienie
Zamówiłam także sweter z chokerem w kolorze butelkowej zieleni. Na początku nie byłam przekonana do tego kroju, ale sweter okazał się tak ciepły, że ostatecznie polubiłam go. Ekspresy są sprawne, tj. rozpinają się, ale nie wiem czemu miałoby to służyć :D
Najmniejsze elementy mojego zamówienia do spinki do włosów. Pierwsza z nich imituje kryształek. Moje włosy są dość cienkie, ale mimo to utrzymuje się na nich bez problemu. Druga spinka to właściwie grzebyk. Podoba mi się jej wygląd i wykonanie, ale nie wiem czemu spodziewałam się innej formy zapięcia, skoro wszystko jest ukazane na zdjęciach. Myślę, że nie będę z tej drugiej korzystać zbyt często, chyba, że znajdę jakąś łatwą fryzurę, w której można ją wykorzystać :)



Dajcie znać czy coś wpadło Wam w oko. Co ostatnio fajnego kupiłyście? 



Czytaj dalej »

10.02.2018

Krem do rąk Kwiat Wiśni Nivea

Cześć!

Zima to nie jest najlepszy czas dla skóry dłoni. Minusowe temperatury, śnieg czy wiatr zdecydowanie jej nie służą. Dlatego ważne jest, by odpowiednio o nią dbać. Często zwracam uwagę na dłonie, mimo że sama nie noszę nienagannego manicure, a moje skórki pozostawiają czasem wiele do życzenia. Jednak suche, szorstkie dłonie to nie jest coś co lubię. Wyrobiłam w sobie nawyk kremowania rąk. To jest dla mnie jak swego rodzaju uzależnienie. Mam wrażenie, że dzięki temu nie tylko moje dłonie, ale też paznokcie są w lepszej kondycji. Dlatego polecam Wam ten nałóg :) Dzisiaj natomiast zapraszam na recenzję produktu, który ten mój nałóg karmi - kremu do rąk kwiat wiśni Nivea.
krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni
Muszę przyznać, że Przyjaciółki Nivea mają naprawdę ciekawe życie. Co chwilę są rozpieszczane nowościami marki i w zasadzie jako jedne z pierwszych mają szansę przetestować nowinki. Cieszę się, że zapisałam się do tego klubu, bo znalazłam naprawdę kilka fajnych produktów, które na stałe znalazły miejsce w mojej pielęgnacji. Produktem, który zasługuje na uwagę jest na pewno wspomniany już krem do rąk Kwiat Wiśni. Wyróżnia się zdecydowanie na sklepowej półce swoim oryginalnym opakowaniem. Błękitne pakowanie jest urocze, a ze względu na niewielkie rozmiary bardzo wygodnie układa się w dłoni.
krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni
krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni
Konsystencja kremu jest lekka, ale zarazem nie jest wodnista. Krem pachnie identycznie jak balsam do ciała Kwiat Wiśni, który trafił do nas jako nowość kilka miesięcy temu. Jest to zapach otulający, kwiatowy, ale ja nie wyczuwam w nim wiśni. Mnie przypadł on do gustu, ale raczej jest to zapach dość mocny, długo wyczuwalny przy skórze.
krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni

krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni
Jeśli chodzi o działanie kremu, a właściwie olejku w kremie, to moim zdaniem jest bardzo w porządku. Przede wszystkim krem bardzo szybko się wchłania. Bardzo. Dawno już nie miałam kremu, który wchłania się w takim tempie! Krem nie pozostawia na skórze tłustego filmu, mimo że zawiera w składzie olejek jojoba. Nawilża szybko i zdecydowanie, chociaż nie jest to krem dla osób, które borykają się z naprawdę przesuszoną skórą dłoni. Wtedy krem może okazać się za słaby. Dla osób, które potrzebują "tylko" podtrzymania efektu nawilżenia krem będzie natomiast idealny. Zaręczam Wam, że sprawi, że skóra Waszych dłoni stanie się aksamitnie gładka i miękka. Będziecie z radością podawać dłonie na przywitanie :) Aha, 75 ml kremu należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. 
krem-do-rak-nivea,kwiat-wisni-nivea,krem-do-rak-kwiat-wisni
Jestem zachwycona działaniem tego kremu! Z ręką na sercu mogę polecić Wam go do codziennej pielęgnacji - na pewno będziecie zadowolone. Kupcie go chociażby ze względu na opakowanie - jeśli lubicie takie małe kosmetyczne nowinki. 

Inne recenzje kosmetyków Nivea możecie znaleźć tutaj:
- balsam do ciała Kwiat Wiśni z tej samej linii,
- suchy olejek do ciała (mój hit!),

Zapraszam Was również na mojego Instagrama

Znacie ten krem? Jakich kremów do rąk używacie zimą?

Czytaj dalej »

07.02.2018

Jak przekonać się do aktywności fizycznej? Jak zacząć ćwiczyć?

Cześć!

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta, jednak nie do końca. Chciałabym dzisiaj przedstawić Wam swoją historię. Nie odpowiem Wam na pytanie co u Was nie działa tak jak powinno, ale może skłonię Was do jakichś refleksji. Sama przez lata nie cierpiałam aktywności fizycznej. Kiedy inne dzieci miały najlepsze stopnie z wf-u, ja miałam najgorsze... Do dziś pamiętam moje spektakularne upadki na zajęciach w szkole. W końcu jednak dorosłam, a moje myślenie zmieniło się na tyle, że postanowiłam wskoczyć w sportowy strój i po prostu ćwiczyć. A dzisiaj nawet to lubię :) Jak do tego doszłam? Tego dowiecie się z wpisu. 

1. Wyrzuć z siebie wewnętrzne przekonania
Nie jestem typem kanapowego lenia, ale aktywność fizyczna zawsze kojarzyła mi się źle. Rzutowały na to doświadczenia ze szkoły. Moja drobna budowa sprawiała, że na wf chodziłam niechętnie. Nie miałam tyle siły, by rzucać piłeczką palantową na odległość boiska czy daleko skakać w dal. Mimo to nigdy się nie poddawałam i każdego roku dzielnie uczestniczyłam w zajęciach sportowych, chociaż nieraz usłyszałam niemiłe komentarze na swój temat, a raczej tego jaki ze mnie słabeusz i niezdara.  Po ukończeniu szkoły z ulgą przyjęłam informację, że już nigdy nie będę musiała ćwiczyć pod czymkolwiek okiem. Po tym zaczęłam studia i zobaczyłam plan zajęć. "Ale jak to będzie wf?" - pomyślałam, widząc plan zajęć. Wybrałam spośród wielu opcji zajęcia na siłowni. Tam jednak nikt nie zwracał uwagi jakie jesteśmy, ważna była obecność i chęć do ćwiczeń. Semestr szybko się skończył, a ja znów odetchnęłam z ulgą. Tak pewnie przeżyłabym z moją wewnętrzną niechęcią do ćwiczeń zorganizowanych, ale patrząc na moje koleżanki umawiające się na kolejne wyjście na zumbę czy aerobik poczułam, że coś mnie omija. Ciągle jednak w mojej głowie tkwiło przekonanie, że na sportowca to ja się nie nadaję... Jak to wyjść z ludźmi i pokazać te plączące się nogi... Zorganizowane zajęcia? Przecież wszyscy się będą śmiać... Z perspektywy czasu widzę, jak wielką krzywdę wyrządziły mi opinie innych na temat mojej osoby i jak mocno zakotwiczyły się w moim umyśle. 

2. Znajdź dyscyplinę/aktywność dla siebie
Kiedy byłam na studiach zaczął się ogromny boom na aktywność fizyczną, a kluby fitness wyrastały jak grzyby po deszczu. Poszczególne miejsca prześcigały się we wprowadzaniu coraz ciekawszych zajęć i form aktywności. Okazało się, że nawet taka "łamaga" jak ja może bez uszczerbku na swoim zdrowiu i innych uczestniczyć w zajęciach. Plączące się nogi? Były, a jakże. Ale po dziesiątych zajęciach, w których brałam udział, okazało się, że i ja mam poczucie rytmu. Niezdara, którą zawsze byłam gdzieś zniknęła. Zaczęłam trzymać prostą postawę i lepiej się czuć. Chodziłam tak naprawdę na wszystkie zajęcia po kolei, by znaleźć najlepszą opcję dla siebie. Nie lubię biegać, nigdy nie nauczyłam się pływać, ale godzina spędzona na zorganizowanych zajęciach fitness z użyciem bosu, taśm trx, worków czy zwykłych hantli sprawia mi przyjemność. I dziś ja, człowiek, który przed każdym wf-em w szkole zastanawiał się jak żyć, mówię, że sport może sprawiać przyjemność. Nieprawdopodobne, a jednak! Mamy dzisiaj naprawdę sporo możliwości i naprawdę warto z nich korzystać. Dlatego szukajcie, wybierzcie takie zajęcia, które sprawiają Wam radość, a już nigdy nie będziecie ćwiczyć z przymusu.

3. Zrób sobie terapię szokową
Kiedy byłam jeszcze na studiach, udział w zajęciach fitness, nie był dla mnie tak trudny. Problem zaczął się, gdy musiałam połączyć studia z pracą, a potem zaczęłam pracę na cały etat. Nadgodziny nie potęgowały mojego zapału, wręcz przeciwnie... Dodatkowo, siedząca praca dawała mi się we znaki. Bolały mnie plecy, tu i ówdzie pojawił się tłuszczyk, którego nigdy wcześniej nie było. Ćwiczyłam raz na tydzień, bądź raz na dwa tygodnie, ale nie robiłam tego z sercem. Zawsze znajdowałam nową wymówkę. A to pogoda nie taka, a to brak sił, do tego bolące plecy... W końcu przestałam ćwiczyć na dobre. Opamiętanie przyszło, kiedy podczas wyprzedaży zimowych udałam się do centrum handlowego, by nieco się obkupić. Rozmiar 36, który nosiłam od 6 lat stał się przyciasny. Widok moich "kształtów" w sklepowych lustrach zdecydowanie mnie otrzeźwił. Żyłam w przekonaniu, że mam dobre geny, jestem drobnej budowy i to wystarczy. Jednak nie do końca.

4. Znajdź motywator
Muszę tutaj zaznaczyć, że w tej całej aktywności fizycznej moim celem nie jest drastyczne chudnięcie o 10 kg. Po prostu chcę o siebie dbać, być sprawna i jędrna jak najdłużej. Chodzi o to, żeby się po prostu ruszać. Jednak nikt i nic nie może nas zmusić do ruchu, jeśli my sami nie zmienimy swojego sposobu myślenia. Dlatego warto wyznaczyć sobie jakiś cel i zaplanować jak chcemy go osiągnąć. Obecnie w moim przypadku celem jest powrót do rozmiaru 36. Chcę to osiągnąć poprzez uczestnictwo trzy razy w tygodniu w zajęciach fitness. Z czasem chciałabym zwiększyć tę częstotliwość, ale na razie moim celem są trzy razy. Chcę wysmuklić swoje ciało, ujędrnić je bez jakichś drastycznych środków. Każdy powinien odnaleźć własny motywator, dla którego chce ćwiczyć.


Żeby przekonać się do aktywności fizycznej wystarczy zrobić pierwszy krok. Czasem okazuje się, że nasze wewnętrzne przekonania nie pozwalają nam po prostu zacząć. Jednak w dzisiejszych czasach ogrom możliwości, które mamy sprawia, że możemy ćwiczyć to co lubimy i kiedy chcemy. Sport to zdrowie. Dbajmy o siebie, by cieszyć się zdrowiem jak najdłużej. 

Uprawiacie jakieś sporty? Jak dbacie o swoje zdrowie? 
Czytaj dalej »

03.02.2018

Piaskowy zdzierak prosto z Grecji - scrub do twarzy Mediterraneum

Cześć!

Złuszczanie naskórka to bardzo ważny element pielęgnacji. Dzięki regularnie wykonywanemu peelingowi skóra po prostu wygląda lepiej i lepiej wchłania substancje odżywcze zawarte w kosmetykach. Nie ma sensu, więc pomijać tego kroku. Warto zatem zaopatrzyć się w odpowiedni produkt, który pozwoli nam dobrze zadbać o naszą skórę. Co powiecie na produkt prosto z Grecji, w którym drobinkami peelingującymi są kawałki pestek oliwek? Brzmi zachęcająco, prawda? Mnie bardzo to zachęciło i cieszę się, że mam okazję poznawać ten produkt. 
Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy
Co zdecydowanie wyróżnia peeling marki Mediterraneum Nostrum MMXIII (ok. 45 zł/100 ml) to opakowanie. Chyba pierwszy raz mam do czynienia z peelingiem, który zamknięty został w butelce z pompką. Myślałam, że takie rozwiązanie nie będzie zbyt wygodne, ale okazało się strzałem w 10. Pompka na szczęście się nie zapycha (a tego się obawiałam), działa sprawnie. Dozuje niewielkie porcje peelingu, dzięki czemu możemy wykonywać dokładny masaż - miejsce przy miejscu. Drobinki pestek oliwek zatopione są w kremowej emulsji. 
Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy
Spodobał mi się również zapach kosmetyku. Mimo że przez jakiś czas mieszkałam w Grecji, nie przekonałam się do zapachu oliwkowych kosmetyków. Wydawał mi się taki ostry i nieprzyjemny... Chociaż ich działanie było wzorowe :) W przypadku peelingu Mediterraneum zapach jest naprawdę przyjemny, odprężający. 

Skład: 
Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy
Jak wiecie moja cera jest dość delikatna, więc zwykle preferuję peelingi enzymatyczne (jak ten Purederm czy Organic Shop). Jednak postanowiłam dać Mediterraneum szansę. Zawsze siłę nacisku można stopniować. Sami wiemy najlepiej jaki masaż służy naszej skórze, a jakie tarcie jest już zbyt silne. W moim przypadku wystarczy już delikatny masaż. Jeśli chodzi o drobinki w tym peelingu, to są dość niewielkie, kojarzą mi się z drobinkami piasku, ale podczas kontaktu ze skórą okazują się całkiem ostre. Peeling doskonale zdziera naskórek, sprawiając, że skóra zyskuje gładkość. 
Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy

Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy
Warto również wspomnieć, że skóra nie jest wysuszona po użyciu peelingu, wręcz przeciwnie odczuwamy całkiem fajne nawilżenie. Co więcej, peeling niebywale łatwo się zmywa. Emulsja, jak i drobinki łatwo ustępują pod wpływem wody - nie trzeba używać dodatkowych gąbeczek czy ściereczek. 
Produkt ma natomiast moim zdaniem jedną wadę: dostępność. Póki co produkty Mediterraneum nie są szeroko dostępne w Polsce. Widziałam je jedynie na Allegro i w kilku drogeriach internetowych. A szkoda, bo uważam, że naprawdę zasługują na uwagę i ciekawa jestem kolejnych produktów. 
Mediterraneum-facial-scrub, grecki-peeling-do-twarzy, dobry-peeling-do-twarzy

Dajcie znać jakie peelingi lubicie. Chętnie poczytam wpisy o Waszych ulubionych peelingach do twarzy.

Moje możecie znaleźć tutaj:
Czytaj dalej »

30.01.2018

Czy warto kupić czytnik e-booków? Dla kogo czytnik e-książek?

Cześć!

Wraz z nadejściem nowego roku postanowiłam wprowadzić nowe serie wpisów na mojego bloga. Tydzień temu miałyście okazję przeczytać mój pierwszy post o tematyce ślubnej w ramach serii Ślub z głową, dzisiaj natomiast chciałabym powiedzieć Wam czy warto kupić czytnik ebooków. Posiadam go już całkiem długo (2,5 roku), więc mam już wyrobione pewne zdanie na jego temat i myślę, że moje wskazówki będą cenne dla osób, które ciągle wahają się w kwestii zakupu. Ja swój czytnik dostałam, ale znając moje niezdecydowanie zastanawiałbym się do tej pory :D I chyba byłby to błąd.

Photo by Héctor Martínez on Unsplash
Dla kogo czytnik e-booków?
Muszę Wam się przyznać do tego, że w głębi serca jestem raczej tradycjonalistką. Lubię poznawać nowości, lubię to, że świat się zmienia i daje nam tyle możliwości, ale w kwestii książek pozostawałam nieugięta. Książka to była dla mnie rzecz materialna, którą można dotknąć, postawić na półce czy powąchać :) Nie mieściło mi się w głowie jak można czytać książki z ekranu smartfona czy komputera. Po ponad dwóch latach użytkowania czytnika przekonuję się w jak dużym błędzie żyłam. Czytnik wcale nie musi oznaczać końca związku z tradycyjną, papierową książką. Może natomiast pozwolić na zupełnie nowe podejście do naszego czytelnictwa.

 Czytnik jest idealną opcją dla osób, które:
  • chcą czytać więcej, ale nie zawsze mogą zabierać ze sobą opasłe tomy - czytniki ważą po kilkaset gram i zajmują o wiele mniej miejsca w torebce (nawet niewielkiej) czy plecaku. Są mega cienkie, a ich pamięć w zależności od modelu może pomieścić kilkaset pozycji.
  • wyjeżdżają na dłużej/ dużo podróżują - dłuższe wakacje i ograniczony bagaż? Zamiast zabierać kilka książek, można wziąć naprawdę lekkie urządzenie - patrz punkt wyżej;
  • chcą odrobinę zaoszczędzić - książki w postaci elektronicznej są nieco tańsze niż te papierowe;
  • nie mają miejsca na nowe książki w swoim domu - co zrobić, jeśli ilość książek nas przytłacza? Koniecznie kupić czytnik :) 
  • lubią różnorodność - miałam kiedyś taką zasadę, że nie zaczynałam czytać nowej książki póki nie skończyłam poprzedniej. Czasem okazywało się, że czytana przeze mnie pozycja jest nie do przejścia. Mimo wszystko "męczyłam" ją, nawet jeśli zajmowało mi to kilka długich tygodni, czasem nie wiedziałam już, na której stronie skończyłam czytać. Czytnik daje możliwość czytania kilku książek, wracania do tych, które z jakiegoś powodu odłożyliśmy na później, a co ważne, zatrzymuje się na stronie, na której skończyliśmy czytać, więc na pewno nie stracimy rachuby;
  • lubią nowinki - czytnik pozwala na zaznaczanie interesujących cytatów czy dodawania zakładek. Ponadto, jeśli czytamy w języku obcym wbudowany słownik, pozwoli na szybkie przetłumaczenie nieznanych nam słów. Czytnik ocenia również szybkość czytania i pokazuje, ile zostało nam do końca książki. Poza tym, czytnik zawsze zwracał uwagę moich znajomych, przynajmniej na początku znajomości - zawsze ciekawiło ich co to za czarno-białe urządzenie :)
Photo by freestocks.org on Unsplash
Dzięki czytnikowi mam ciągłą możliwość czytania. Wiecie jak wyglądają damskie torebki - nie zawsze miałam ochotę do torby na uczelnię pakować jeszcze książkę, którą obecnie czytam. Mam "alergię" nie punkcie zagiętych rogów, nie lubiłam, gdy książki doznawały uszkodzeń w mojej torebce. Czytnik jest zdecydowanie bardziej odporny. Sprawił, że czytam więcej. Czytam po prostu wtedy, kiedy mam wolną chwilę w domu czy tramwaju. Oczywiście trzeba go podłączać do zasilania, ale nawet przy codziennej aktywności, możemy pozwolić sobie na użytkowanie przez dobrych kilka tygodni.
Photo by Aliis Sinisalu on Unsplash

Dajcie znać czy korzystacie z czytników ebooków czy wolicie tradycyjne, papierowe książki :) Co teraz czytacie? Możecie mi podrzucić jakieś tytuły?  
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia